Kreatorka stylu Agnieszka Jelonkiewicz.

kreatorka styluKreatorka stylu, czy można tak nazwać Pani pracę?

Kreatorka stylu – jak najbardziej. Operuję formą, kolorem, fakturą i wzorem. Dokładnie te same „parametry” występują w każdej dziedzinie sztuki celem stworzenia piękna. Tak więc zawodowo zajmuję się kreowaniem piękna, dobrego stylu, profesjonalnego wizerunku. Wychodzi więc na to, że też tworzę pewien rodzaj sztuki – sztuki dostrzegania i tworzenia swojego piękna.

Czy sztuka zawsze była pani pasją?

Była zawsze obecna, choć na początku nie zdawałam sobie z tego sprawy. Z dzieciństwa pamiętam w bibliotekę u Babci – półki z książkami od podłogi, aż do sufitu. Były wśród nich albumy Dziadka z malarstwem, rzeźbą, architekturą. Uwielbiałam je oglądać, były „takie inne”: kolorowe, na pięknym papierze z niepolskimi literami. Świadomie sztuką zaczęłam się interesować na studiach. Historia sztuki znakomicie rozwija poczucie estetyki, ale i wysoko stawia poprzeczkę. Poznając najznakomitsze przykłady z różnych dziedzin sztuki zupełnie zmienia się nasze spojrzenie na otaczający nas świat. Jest potem zdecydowanie trudniej odnaleźć się we współczesności i panującej obecnie estetyce, a coraz częściej jej braku.

Kreatorka stylu. Czy korzysta pani ze sztuki na co dzień lub w pracy?

kreatorka stylu„Sztuka” to ogromnie pojemne pojęcie. Upraszczając jest to pewien rodzaj piękna. Stąd urządzając wnętrza, robiąc zdjęcia, ubierając się, ubierając modelki do sesji zdjęciowych – jako kreatorka stylu cały czas korzystam ze sztuki. Znajomość historii mody pomaga przy stylizacjach, przy komponowaniu dodatków, fryzur i makijaży. Historia mody jest też znakomitym „narzędziem” przy oglądaniu pokazów mody i komentowaniu aktualnych trendów. W każdej kolekcji znajdują się jakieś odniesienia historyczne. Fantastycznie jest umieć to odczytać i zobaczyć na czym polega interpretacja „dziedzictwa” w danej kolekcji. Korzystam więc ze sztuki cały czas.

Kreatorka stylu. Jak to się stało, że zajęła się Pani kreowaniem wizerunku?

Mam taką koncepcję: w dzieciństwie byłam niejadkiem. Sposobem na to były mieniące się barwami bajki o księżniczkach, opowiadane mi przez Babcię. Księżniczki zakładały wspaniałe suknie, a ja słuchając tych opowieści poznawałam szczegółowo fasony, rodzaje materiałów, kolory haftów – bo kreacje były opisywane z najdrobniejszymi szczegółami. Poza tym, pamiętam przepastne szafy Babci, a w nich wszystkie kolory sukienek, szali, rękawiczek, kapeluszy, butów. Dziś może to nie wydaje się takie niezwykłe, ale w latach 70–tych w naszych sklepach nie było takich rzeczy. A dzięki pasji Babci do szycia Jej garderoba była niezwykła. A Babcia zawsze przypominała mi kolorowego motyla. Jak dorosłam, długo zastanawiałam się co chcę w życiu robić. Jednego byłam pewna: chcę pracować z kolorami i z ludźmi. Jednak takiego zawodu nie było. To był początek lat 90-tych. Skończyłam więc historię sztuki, ale nadal to nie było to. W międzyczasie zaczęły docierać do nas nowinki o zawodzie wizażysty, stylisty, kreowaniu wizerunku polityków w kampaniach wyborczych. Zaczęłam pochłaniać wszystkie informacje na ten temat. Zafascynowało mnie to – ale nie miałam gdzie się tego uczyć. W końcu pojechałam na konferencję do Pragi. Występowały tam „konsultantki wizerunku” z całego świata. Opowiadały o swojej pracy, o tym jak doradzają osobom publicznym i prywatnym, jak kompletują szafy, chodzą ze swoimi klientkami na zakupy, prowadzą warsztaty i szkolenia. A mi coraz szerzej otwierały się oczy. Odkryłam coś cudownego i od tej pory wiedziałam już, że nic innego nie będę w stanie robić.

Zaczęła się więc Pani uczyć od ekspertów zrzeszonych w Association of Image Consultants International. Zdobyła Pani certyfikat międzynarodowego konsultanta koloru i wizerunku (image &color consultant). Czy po odkryciu swojej pasji poczuła się Pani kobietą spełnioną?

Wręcz przeciwnie, byłam potwornie nieszczęśliwa, bo nie mogłam robić tego, o czym marzyłam. Stale zadziwiał mnie fakt, że moja wymarzona praca istnieje, korzysta z niej tyle osób na świecie, a u nas nie ma na nią w ogóle popytu. Czułam się jakbym była zamknięta w szklanym akwarium oglądając zza jego szyb moją wymarzoną pracę. Kto by pomyślał, w latach 90-tych, że można komuś pokazać swoją szafę, poprosić o pomoc w zakupach. Albo żeby udać się na warsztaty celem poprawy swojego wizerunku? Poza tym jak miałam uczyć? Nie było wtedy u nas powszechnie dostępnych projektorów multimedialnych, z których można było wyświetlić prezentację Power Point, tak jak robiły to „zagraniczne konsultantki”. Mieliśmy tylko rzutniki ze slajdami. Jednak chęć robienia tego o czym marzę była we mnie tak silna, że zaczęłam walkę. Bywało, że i z wiatrakami…

Jest to fragment wywiadu, który ukazał się gazecie „Eks Magazyn” w styczniu 2015

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *