Zawód stylistka

Zawód stylistka i obecność blogerek modowych w mediach i naszym życiu codziennym już, dawno przestała dziwić. Okazuje się jednak, że jeszcze 20 lat temu o zawodzie stylistki w Polsce nikt nie słyszał, a pionierki tej dziedziny przejść musiały prawdziwą drogę przez ciernie, aby móc swobodnie rozwijać swoją ścieżkę kariery.

Kalejdoskop Kobiet KoBBieciarni: Jak rynek dzisiejszego kreowania wizerunku kiełkował w Polsce i gdzie dziś, znajdują się jego pierwsze przedstawicielki?

zawód stylistka.1Od dziecka wiedziałam, że chcę pracować z ludźmi i.. z kolorami. Niezaprzeczalnie, na mój sposób postrzegania świata, ogromny wpływ wywarła Babcia. Z dzieciństwa pamiętam mieniące się barwami bajki o księżniczkach, opowiadane mi przez Babcię. Księżniczki z jej opowieści, przywdziewały coraz to wspanialsze suknie, a ja – słuchając tych historii, poznawałam szczegółowo kolejne fasony, różne rodzaje materiałów i kolory haftów; podświadomie już wówczas, uczyłam się dobierać do nich dodatki w postaci bucików, diademów czy bukietów kwiatów. Pamiętam też przepastne szafy Babci, a w nich wszystkie kolory szali, rękawiczek, kapeluszy i butów…

W latach 70–tych w naszych sklepach nie było takich rzeczy. Dzięki pasji Babci do szycia, haftowania i tworzenia pięknych rzeczy; dzięki jej koleżankom mieszkającym za granicą –  wszystkie te cudeńka, docierały do nas w paczkach. Dzięki nim, mogłam przenosić się w inny, kolorowy świat. Zresztą, sama Babcia także – na przekór szarzyźnie, widocznej na ulicach – wyglądała niczym kolorowy motyl. Do dziś pamiętam jej kapelusz z piórkiem, który wkładała nawet wtedy, gdy wychodziła pozamiatać podwórko.

Mawia się, że talent „wysysamy” z mlekiem matki. W Twoim przypadku, źródłem wysublimowanego wyczucia smaku, którym posługujesz się na co dzień w życiu zawodowym, okazała się jednak Babcia. Po Babci odziedziczyłaś chyba oryginalność i odwagę do bycia prawdziwą pionierką; w końcu Ty także byłaś o krok przed resztą…

To był początek lat 90-tych. Chcąc pracować z kolorami i ludźmi, poszukiwałam odpowiedniego dla siebie zawodu. Rzecz, nie była łatwa, gdyż takiego zawodu po prostu nie było. Skończyłam historię sztuki – cudowne studia. Czułam jednak, że to wciąż nie to, co chciałabym robić na trwałe. Umiałam już czytać sztukę, ale to Człowiek był dla mnie najpiękniejszym Dziełem. To do niego chciałam dobierać, jak najpiękniejsze Ramy. W międzyczasie zaczęły docierać do Polski nowinki, że istnieje taki zawód stylistka, wizażystka,  że kreuje się wizerunek polityków w kampaniach wyborczych. Pamiętam, że przełomowym momentem był rok 1995 i kampania prezydencka Aleksandra Kwaśniewskiego. Na tę okoliczność, specjalnie sprowadzono do Polski francuskiego specjalistę od marketingu politycznego  Jacques’a Séguéla. Zaczęto też nieśmiało mówić i pisać o roli wizerunku. Dostrzeżono prostą zależność – wizerunek to kapitał, który zdobywa elektorat. Pochłaniałam wówczas wszystkie informacje na ten temat. Chciałam uczyć się więcej i więcej, ale nie było gdzie.

W poszukiwaniu czegoś więcej, musiałaś wyjechać z Polski?

Tylko chwilowo. Chcąc zgłębiać temat kreowania wizerunku osobistego, pojechałam na konferencję do Pragi. Były to lata 90te. Podczas konferencji, występowały „konsultantki wizerunku” z całego świata. Z zapałem opowiadały o swojej pracy; o tym jak doradzają osobom publicznym i prywatnym, jak kompletują szafy i chodzą ze swoimi klientkami na zakupy; jak prowadzą warsztaty i szkolenia. Opowiadały i opowiadały, a mnie coraz szerzej otwierały się oczy. Odkryłam coś cudownego – od tej pory wiedziałam już, że nic innego, nie będę w stanie robić.

zawód stylistkaZawód stylistka – poczułaś się szczęśliwa? Przecież w końcu odnalazłaś swoją drogę…

Wręcz przeciwnie, byłam potwornie nieszczęśliwa, bo nie mogłam robić tego, o czym marzyłam. Wtedy nie było u nas powszechnie dostępnych projektorów multimedialnych, z których można byłoby wyświetlić prezentację Power Point, tak jak robiły to moje zagraniczne koleżanki po fachu. U nas królowały rzutniki ze slajdami. A slajdów z tematami, które mnie interesowały, zwyczajnie nie było. Książek o tej tematyce także, próżno było szukać.

Chęć robienia tego o czym marzę, była we mnie jednak tak silna, że zaczęłam walkę. Do Polski wchodził wtedy nowy zawód – wizażysta. Skończyłam więc kursy i zaczęłam od organizowania pokazów makijażu. Pisałam do gazet, opowiadałam o kreowaniu wizerunku w radio, pukałam do lokalnej telewizji. Dzięki uprzejmości Kujawsko-Pomorskiego Centrum Promocji Kobiet zapraszałam kobiety na cykliczne spotkania wizerunkowe. Jednak nic więcej nie mogłam zrobić. Indywidualnymi konsultacjami nikt nie był zainteresowany. Wspólne zakupy, przegląd szafy? Tego jeszcze nikt u nas nie robił. Odwiedzałam więc szkoły, gdzie uczyłam wizażu i historii mody.

Jak to jest – działać na nieodkrytym dotąd terytorium, być prawdziwą pionierką? Czułaś się wówczas samotna i niezrozumiana?

Byłam zdesperowana. Na konferencje do Pragi pojechałam jeszcze dwukrotnie i stale zadziwiał mnie fakt, że zawód stylistka jest dostępny; że korzysta z niego tak wiele osób, a mimo to, u nas, w Polsce wciąż nie ma na to popytu. Czułam się jakbym była zamknięta w szklanym akwarium zza którego szyb oglądam moją wymarzoną i niedostępną u nas pracę.

Dziś patrząc na siebie z perspektywy lat, widzę kobietę walczącą z wiatrakami. Idącą konsekwentnie za swoim marzeniem, mimo że nie jest łatwo. Widzę wiele chwil zwątpienia, ale zaraz potem silną walkę. Teraz już wiem, że na kreowanie wizerunku osobistego i zawód stylistki było po prostu za wcześnie. Jednak, wraz ze zmianą sytemu i kolejnymi kampaniami prezydenckimi coraz głośniej zaczęto w Polsce mówić o „specjalistach od kreowania wizerunku”. Zawód stylistka zaczął istnieć. Pojawiło się światło w tunelu.

Jest to fragment wywiadu, który ukazał się w magazynie KoBBieciarnia , maj 2017

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *