Bikiniarze. Moda męska w PRL-u

0
352
bikiniarze

bikiniarze_kadr_filmBikiniarze „czesali się w tzw. kaczy kuper, z przodu włosy uniesione ku górze, z tyłu zaczesane. Na głowie kapelusz ściśnięty w naleśnik albo wypchana gazetami oprychówka… Luźna marynarka, koszula mająca kołnierzyk z guziczkami i mankiety daleko wystające poza rękawy marynarki. Do tego buty na słoninie (z grubymi podeszwami) i koniecznie wąskie, przykrótkie spodnie. Najważniejszym elementem stroju był krawat. I to właśnie od jaskrawych krawatów z palmami (podobno z atolu Bikini) lub z opalającymi się kobietami w bikini pochodzi słowo –bikiniarz-.”

Leopold Tyrmand honorowy bikiniarz Polski Ludowej

To „kłucie w oczy” musiało się Leopoldowi Tyrmandowi podobać. Podobnie jak on sam podobał się bikiniarzom. I tak Tyrmand stał się dla nich kimś ważnym, okrzyknięto go nawet honorowym bikiniarzem Polski Ludowej. Była jednak pewna różnica: Tyrmanda cechowała nienaganna elegancja, o którą jako nieuleczalny esteta, dbał wręcz obsesyjnie. Bikiniarzy zaś cechowała radosna manifestacja odmiennego od „krajowych wytycznych” wyglądu. Niestety, w stalinowskiej Polsce, nienaganna elegancja Tyrmanda automatycznie stawała się manifestacją ideologiczną a nie tylko estetyczną. Jednym z elementów niepowtarzalnego stylu autora „Złego” były kolorowe skarpety. I w ten oto sposób skarpety Tyrmanda urosły wręcz do symbolu „ideologicznej walki z ustrojem”…

Bikiniarze lokalne oddziały

Okazuje się, że były też „lokalne oddziały” bikiniarzy. W Poznaniu byli nimi „eki”. Nazwa pochodziła od eków, czyli po poznańsku rogów ulic, na których zbierali się mężczyźni w kraciastych marynarkach. W Krakowie byli „dżolerzy” od angielskiego słowa jolly – zabawny.

Bikiniarze i 16 letni Roman Polański

Takim krakowskim dżolerem był 16 letni Roman Polański. W autobiografii tak wspominał ten czas: „Nade wszystko liczyło się obuwie. Za najcenniejsze uchodziły buty bez naszywanych nosków. Najpopularniejszym materiałem była czarna skóra, ale wyżej stawiano niebieski zamsz. Noszono wąskie spodnie, a długie wełniane marynarki musiały mieć watowane ramiona. Kołnierzyk koszuli miał być jak najszerzej rozwarty. Obowiązywał jaskrawy krawat, związany w wielki węzeł. Sam byłem szczególnie dumny z żółto-wiśniowego amerykańskiego krawata, w kształcie karpia – superszerokiego, ze stylizowaną różą w środku…”

Poprzedni artykułLeopold Tyrmand a moda. Czasy PRL-u
Następny artykułModa młodzieżowa. Jesienna szafa
Akademia Stylu Jelonkiewicz
Jestem trenerką, konsultantką wizerunku i historykiem sztuki. Kreowanie wizerunku biznesowego, etykieta w biznesie i profesjonalna autoprezentacja to dziedziny, którymi się zajmuję od 1998. Posiadam certyfikat międzynarodowego konsultanta koloru i wizerunku (image & color consultant) oraz uprawnienia pedagogiczne umożliwiające mi prowadzenie szkoleń. Przygotowuję wizerunek medialny ekspertów i rzeczników prasowych, udzielam indywidualnych konsultacji przedstawicielom Top Managementu. Miło mi poinformować, że zostałam odznaczona Diamentem Kobiecego Biznesu 2016 jako Firma Godna Zaufania. Jestem admiratorką piękna w różnych jego postaciach. Nie tylko dlatego, że wybrałam studia na Wydziale Sztuk Pięknych. Podziwiam piękno w kreowaniu wnętrz, w naturze, w harmonii pomiędzy architekturą a naturą – co odzwierciedla moja publikacja „Założenie pałacowo-ogrodowe w Kozienicach”. Świat kolorów i form pasjonował mnie od dzieciństwa. Szukając dla siebie zawodu wiedziałam, że chcę pracować z ludźmi i tworzyć piękno. Wymyśliłam zawód, którego u nas jeszcze nie było. Nie było też zapotrzebowania na usługi kreowania wizerunku. Nie poddałam się jednak, stałam się trenerką i doradcą wizerunku. Dziś realizuję swe pasje zajmując się historią ubioru, stylizacją, modą i kreowaniem wizerunku biznesowego i osobistego. Cieszę się, że moja praca inspiruje innych. Tak stałam się jedną z bohaterek książki „Sukces jest kobietą! Piękna twarz biznesu”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here